Najbliższe zawody
·  5.9 BikeMaraton
   Poznań


Menu:
Wybierz kategorię:

Aktualności
· Sport
· Sprzęt
· Turystyka
· Rozmaitości
· Wyprawy
· Łódzkie Trasy



·  Terminarz 2010
·  Pierwsza Pomoc
·  Wasze zdjęcia
·  Filmy
·  Wyniki
·  My spod "Kasztanów"
·  Sklepy i Warsztaty
·  Linki
·  Forum
·  Ksiega Gości
·  Archiwum do 2006
·  Download
·  Mapa strony



Pomaga nam


Menu - archiwum
·  Do poczytania
·  Galerie -do 05.2006


Maraton Łódź 2010
·  Trasa

BikeOrient by CM 2008
·  Regulamin

Losowe zdjęcie

...po zwiedzaniu zamku

Sklep rowerowy
porządny sklep + warsztat

Sklep Rowerowy
Przyczepki rowerowe
Sklep internetowy

Polecamy

Webmaster/Kontakt
  m-m-m@wp.pl

filia_lodz@tlen.pl




Łódzki Portal Rowerowy

Relacja: Wyjazd do Załęczańskiego Parku Krajobrazowego



Słońce wysoko na horyzoncie. 34 stopnie ciepła w cieniu. Piątek 21 lipca 16,30 dworzec Łódź Kaliska. Dwóch cyklomaniaków przyciągających wzrok podróżnych kupuje bilety do Łasku i ładuje się z rowerami w pociąg...



Po około 40 minutach wysiadamy na dworcu w Łasku. Celem podróży jest Załęczański Park Krajobrazowy. Jeszcze tylko umieszczamy właściwą mapę w mapniku Marcina i wskakujemy na siodełka. Przed nami 80km pełnej wyzwań drogi. Z założenia mieliśmy omijać szosę wielkim łukiem, niestety okazało się, że wiele dróg, które powinny być polnymi przekształcono w gładkie asfalciki (czyżby dotacje z UE?). To nas jednak nie zniechęciło i szukaliśmy nawierzchni odpowiedniej do naszych rowerów. Gdy już znaleźliśmy jakąś nieasfaltową drogę powracały nam uśmiechy na twarzy. Zwykle jednak nie na długo, ponieważ drogi były strasznie piaszczyste i dawały w kość szczególnie przy tej temperaturze. Gdy czas zaczął naglić i zaczęło robić się ciemno, zrezygnowaliśmy z przepraw przez pustynne piachy, a zdecydowaliśmy się na jazdę po szosie by nieco nadrobić. Po 21.30 było już tak ciemno, że włączyliśmy przednie lampki. W ciemnościach jakimś cudem udało mi się zgubić licznik. Wkrótce dotarliśmy do Toporowa, miejscowości w której zaplanowaliśmy nocleg. W ośrodku kolonijnym Związku Nauczycielstwa Polskiego nie bardzo mieli dla nas miejsca, a i cena za nocleg była nieco wygórowana. Sympatyczny pan kierownik skierował nas do ośrodka harcerskiego w Kamionie - miejscowości położonej obok, po drugiej stronie Warty. Tam przyjęto nas bez problemu, w dodatku tanio i niemal luksusowo. W nocy zaskoczyła nas miło porządna burza, która ochłodziła pustynne powietrze.



Dzień drugi - sobota
Po nocnej nawałnicy liczyliśmy na ochłodzenie. Przeliczyliśmy się, a upał powrócił. Bardzo leniwie (mimo iż Lazy'ego zabrakło) zwlekliśmy się z łóżek i pojechaliśmy wygłodniali do pobliskiego sklepu na śniadanko. Postanowiliśmy objechać Załęczański Park Krajobrazowy i zwiedzić rezerwat przyrody "Węże", oraz pobliskie jaskinie.
Te ostatnie bardzo mi się spodobały. Zejście po drabince 7 metrów w dół i przeciskanie się przez zimne, mokre i często zabłocone skalne korytarze robi wrażenie. Szkoda, że nieliczni tu turyści (lub miejscowi) strasznie w nich naśmiecili. A mogło być tak pięknie... Oprócz eksploracji wspaniałych jaskiń, przez jedną można było przejechać rowerem, co oczywiście uczyniliśmy. Potem zajęliśmy się leniuchowaniem i poszukiwaniem starych wapienników. Dla niewtajemniczonych, wapiennik to duży piec przypominający komin, w którym wypalano wapno. Znaleźliśmy jeden z takich, niestety był już zniszczony i nie nadawał się nawet do sfotografowania. Gdy poczuliśmy głód, zaczęliśmy powoli toczyć się wzdłuż Warty (której nie omieszkaliśmy przejechać rowerami) do naszego harcerskiego ośrodka. Okazało się, iż leżał on na najwyższej w okolicy górce i "morderczy" podjazd pod nią ochrzciłem nazwą "Kol de Kamion" na cześć kończącej się wielkiej pętli we Francji.



Dzień trzeci - niedziela
Od rana ustalamy przy mapach drogę by wrócić do Łodzi jak najciekawszą trasą. Szlaki wybrane, brzuchy i bidony napełnione - ruszamy. Skwar zaczyna niemiłosiernie nas przypiekać. Na drogach znowu pojawiają się bardzo upierdliwe piaskownice. Zaczynamy myśleć o powrocie do Łodzi pociągiem. I zapewne byśmy to uczynili gdyby nie ludzie dobrej woli napełniający nam co trochę bidony i otwarte sklepy z przepysznym "Krzysiem" na wodzie "Jurajskiej", który gasił
pragnienie najlepiej. W końcu dojechaliśmy do żółtego szlaku w Sędziejowicach, którym mieliśmy dojechać do Kolumny zwiedzając po drodze liczne młyny położone nad Grabią.
Niestety szlak był fatalnie oznaczony i przez to nie dało się nim jechać. Jadąc trochę asfaltami, trochę szutrami dotarliśmy pod Łask gdzie znajduje się lotnisko wojskowe mające przyjąć pierwsze w Polsce myśliwce F-16. Po krótkim odpoczynku, zdecydowaliśmy że mamy dosyć siły i ochoty by jechać na rowerach aż do Łodzi. Tak też uczyniliśmy. W miarę zapadania zmroku robiło się chłodno i jechaliśmy coraz szybciej i chętniej. Po drodze zwiedziliśmy jeden młyn nad Grabią i przecinając czerwony szlak dojechaliśmy do Pabianic. Z tamtąd już prosto do naszej Łodzi w której wszystko się zaczęło.









Tekst: Filia (Przemek)
Foto: MMM (Marcin) & Filia (Przemek)


Dystanse:
Piątek: 80km
Sobota: 50km
Niedziela: Marcinowi zresetował się licznik, mój się zgubił, dystans na liczniku to 100 km i dodatkowo około 40 przed restarem.



Dodano dnia 2006-07-25 przez:MMM
Komentarze:131






Mapa strony